Tak, to już dziś wyjeżdżam!
Taki szybki post (piszę z telefonu więc z góry sorry za literówki), bo za chwilę jadę na lotnisko.
W sumie co więcej pisać, byłam dzisiaj u fryzjera... jestem ciekawa, jak mój pies zareaguje, jak mnie zobaczy!
Więcej napiszę, jak już dolecę do celu!
~ Margo (moja nowa ksywka ;) )
sobota, 19 lipca 2014
piątek, 27 czerwca 2014
Wakacje!!!
Wreszcie wakacje!
Tylko pytanie: cieszyć się, czy nie? Otóż niedługo wyjeżdżam zagranicę (potem Wam powiem, gdzie :] ), więc muszę się rozstać z moją klasą. Z drugiej strony, jestem wolna od lekcji, zadań domowych i tym podobnych.
Czy będę tęsknić za moją klasą? Trudne pytanie. Owszem, bardzo ją lubię, niektóre osoby są naprawdę miłe (z reguły), ale inni ostatnio mnie zawiedli. Co chwila jakieś kłamstwa, obgadywanie, brzydko się do mnie odzywają i mówią, żebym się nie mieszała w cudze sprawy.
Dlatego też postanowiłam aż tak nie tęsknić, skoro właśnie tacy są.
Co do wakacji, pół miesiąca spędzę w Polsce, a resztę zagranicą. Trochę krótki ten post, ale cóż więcej pisać :]
Aha, zapomniałabym! Dostałam nowy aparat :) robi bardzo ładne zdjęcia, jestem naprawdę z niego "dumna" ;) Przykładowe zdjęcia poniżej :)


Tylko pytanie: cieszyć się, czy nie? Otóż niedługo wyjeżdżam zagranicę (potem Wam powiem, gdzie :] ), więc muszę się rozstać z moją klasą. Z drugiej strony, jestem wolna od lekcji, zadań domowych i tym podobnych.
Czy będę tęsknić za moją klasą? Trudne pytanie. Owszem, bardzo ją lubię, niektóre osoby są naprawdę miłe (z reguły), ale inni ostatnio mnie zawiedli. Co chwila jakieś kłamstwa, obgadywanie, brzydko się do mnie odzywają i mówią, żebym się nie mieszała w cudze sprawy.
Dlatego też postanowiłam aż tak nie tęsknić, skoro właśnie tacy są.
Co do wakacji, pół miesiąca spędzę w Polsce, a resztę zagranicą. Trochę krótki ten post, ale cóż więcej pisać :]
Aha, zapomniałabym! Dostałam nowy aparat :) robi bardzo ładne zdjęcia, jestem naprawdę z niego "dumna" ;) Przykładowe zdjęcia poniżej :)
poniedziałek, 5 maja 2014
Hej, hej, hej, hej!
Witajcie!
Tak, tak, dawno nie było postów... Z pół roku ;p ALE!Zaraz Wam się usprawiedliwię (o ile mam komu się usprawiedliwiać, bo wątpię, aby więcej niż dwie osoby czytały mojego bloga; pominę jednak ten fakt): niedługo wyjeżdżam zagranicę i muszę się dużo uczyć angielskiego. Za to mam dla Was parę linków do moich nowych stron, ponieważ ostatnio rozpoczęłam działalność na Facebooku :)
1. Barking Art
To moja strona o rysunkach. Zapraszam :) https://www.facebook.com/pages/Barking-Art/645067865545779
2. Neo
Strona mojego psa - prowadzona "przez niego" ;) Zapraszam :) https://www.facebook.com/Pies.Neo?fref=ts
Mam też kilka innych stron, ale chyba nie warto o nich wspominać (mało polubień).
A teraz kilka nowinek z mojego życia :)
W tą niedzielę byłam na buldożerowaniu. Buldożerowanie jest to spotkanie buldogów (francuskich i angielskich), gdzie zrobiłam dużo zdjęć i zostałam ośliniona (obśliniona?) ;) Były nawet trzy szczeniaczki, widziałam kilka sławnych psów z Facebooka.. Zaciesz! ^_^
Gdy już będę na miejscu, za granicą, dostanę bardzo fajny prezent, jaki, jeszcze Wam nie zdradzę, bo może jeszcze się zmieni :) Dodatkowo będę miała sąsiadkę z buldożką francuską - Neo na pewno ją polubi! Będę mogła się nią opiekować, wychodzić na spacery, na plażę; ogólnie czad!
A teraz się Wam wyżalę :P Też macie takie beznadziejne koleżanki w szkole?!
Nie będę wymieniać po imieniu, ale praktycznie to tylko 3 koleżanki są fajne, reszta.... -,-
Mamy robić razem plakat, a moja koleżanka, z którą jestem w grupie, nie umawia się i nie umawia na robienie tego plakatu... No to do niej dzwonię. Odbiera. Pytam, kiedy robimy plakat. OK. Umawiamy się na jutro. Po lekcjach odrabiam lekcje :P i czekam na nią. Czekam, czekam... A ona nie przychodzi. Dzwonię - nie odbiera. Co to jest, żebym ja się upominała, żeby robiła, to ma być jej inicjatywa, w końcu robi to na ocenę, razem ze mną! Ale nie, ona będzie się do końca roku ślizgała na moich ocenach, bo bardzo dobrze wie, że jestem pilną uczennicą (nie chcę się chwalić, ale będę mieć wyrzuty sumienia, jak nie zrobię zadania domowego i od kogoś odgapię) i nie będę szła do szkoły z niezrobionym zadaniem. Na następny dzień pytam się, czemu nie przyszła. Zawsze jakaś wymówka. Widać od razu, że kłamie, ale robię dobrą minę do złej gry i udaję, że jej wierzę. Raz, że nie słyszała, jak dzwonię, raz że mama jej nie pozwoliła, że musiała się uczesać, że do toalety, że to, że tamto... A ostatnio jak dzwoniłam, żeby wyszła z psem, to czekałam równe pół godziny pod jej klatką, a ona mi w szkole mówi, że po piętnastu minutach zeszła i mnie nie było. Oczywiście, że kłamała! Chyba zeszła po półtorej godzinie :P
Poza tym zawsze jak po nią dzwonię to widać, że nie chce po prostu ze mną spędzać czasu. Raz słyszałam, jak płakała do taty, żeby nie musiała iść z psem <żałosne>. Ale jak już ona po mnie dzwoni, bo żadna inna koleżanka nie może wyjść, to spoko, lubi mnie, prosi, żebym wyszła, ale ja jej się odgryzam i też daję jakąś wymówkę (Zawsze prawdziwą - mam dużo lekcji i nie mam czasu na głupoty). W ogóle te moje koleżanki jakoś chodzą na place zabaw, przychodzą do siebie się bawić... Mam wrażenie, jakbym była w klasie o 2 lata za niskiej...
Tak więc ogółem jestem zbulwersowana. Właściwie cieszę się, że wyjeżdżam. Będzie mi żal znajomych miejsc, buldożerowania i kilku koleżanek (a nawet kolegów :P ). Nie, nie powiem, jakich.
Co u Was? Ja chciałabym mieć jakąś przyjaciółkę, której mogłabym się zwierzyć, rozumiałaby mnie... A nie tak jak niektóre, niby się przyjaźnią, a na drugi dzień już się bawią z innymi. Po prostu nie dorastają do mnie psychicznie... Ja jestem wierna, jak pies :P
Jedno ze zdjęć z buldożerowania:
Pozdrawiam i liczę na Waszą aktywność =]
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Ekstra wakacje
Hej!
Trochę nie chce mi się pisać, no ale mogę się dla Was poświęcić...
Ostatnio przyjechała do mnie Natalia, a tak było super, mówię Wam! Nie pamiętam już dokładnie wszystkiego, ale opowiem wyrywkowo - na przykład poszłyśmy do super aquaparku, gdzie było czadowo, z basenów byłyśmy też tu i tutaj. Były takie upały, ponad 30 stopni w cieniu, że musiałyśmy tam być.
Oprócz tego byłyśmy w zoo, zwiedzałyśmy rynek...
- To pisałam jeszcze przed pobytem nad morzem! A teraz dokończę posta, już po wakacjach...
CODZIENNIE ekstra pogoda, tylko raz czy dwa padał deszcz, a pod koniec przyjechali po mnie rodzice z Neosiem! Kąpał się w morzu i biegał po plaży, było widać, że jest szczęśliwy.
Z Natalią codziennie miałam różne atrakcje... Teraz, gdy jestem już w domu, tęsknię za Dziwnowem i zabawami od 9 do 21. Na szczęście mamy Skypa, Facebooka i inne...
No, to do zobaczenia w następnym poście! (Tym razem nie będziecie musieli tak długo czekać!).
Trochę nie chce mi się pisać, no ale mogę się dla Was poświęcić...
Ostatnio przyjechała do mnie Natalia, a tak było super, mówię Wam! Nie pamiętam już dokładnie wszystkiego, ale opowiem wyrywkowo - na przykład poszłyśmy do super aquaparku, gdzie było czadowo, z basenów byłyśmy też tu i tutaj. Były takie upały, ponad 30 stopni w cieniu, że musiałyśmy tam być.
Oprócz tego byłyśmy w zoo, zwiedzałyśmy rynek...
- To pisałam jeszcze przed pobytem nad morzem! A teraz dokończę posta, już po wakacjach...
CODZIENNIE ekstra pogoda, tylko raz czy dwa padał deszcz, a pod koniec przyjechali po mnie rodzice z Neosiem! Kąpał się w morzu i biegał po plaży, było widać, że jest szczęśliwy.
Z Natalią codziennie miałam różne atrakcje... Teraz, gdy jestem już w domu, tęsknię za Dziwnowem i zabawami od 9 do 21. Na szczęście mamy Skypa, Facebooka i inne...
No, to do zobaczenia w następnym poście! (Tym razem nie będziecie musieli tak długo czekać!).
sobota, 20 lipca 2013
Jutro spotkanie
Hej!
Jutro przyjeżdża do mnie Natalia (ta znad morza)! Ale się cieszę!! Teraz muszę do niej zadzwonić i dowiedzieć się, jakie jest jej ulubione zwierzę, aby je narysować.
Wczoraj coś mnie wzięło na safari, i narysowałam żyrafę, a także słonia. Rysunki najprawdopodobniej umieszczę na blogu www.martynarysunki.blogspot.com
Sorki, że post jest taki krótki, ale mam dużo pracy - sprzątanie, dekorowanie, dedykacje, przygotowania do imprezy... Masa roboty!
Dlatego już się z Wami żegnam. Aha, zapomniałam! Dzisiaj Jaśmina wzięła ode mnie Czarusia! Trochę tęsknię, ale cieszę się, bo Jaśmina niedawno dostała małego labradorka. Chociaż, również jest mi smutno, że Neo nie jest już szczeniaczkiem, i mniej osób się nim zachwyca... Ale i tak dla mnie na zawsze zostanie najlepszym przyjacielem ♥
To pa pa, miłego popołudnia!
piątek, 12 lipca 2013
Świnka... morska
No i się doczekałam.
To było wczoraj. Wróciłam do domu od babci. Godzina 18:03. Usłyszałam dzwonek telefonu "Whistle" i podbiegłam, aby odebrać. Dzwonił nieznajomy numer, więc z niechęcią to zrobiłam. Przywitał mnie głos Jaśminy, z wieścią, że zaraz przyjedzie Czaruś - jej świnka morska. Chyba już coś tam o niej pisałam?
Przyjeżdża do mnie na dwa tygodnie, do czasu, aż Jaśmina wróci z wakacji... Oto zdjęcia wykonane przez Jaśminę:
Gdy już był u mnie w domu, Neo od razu zaczął go wąchać (a przynajmniej próbował), warczeć, ale tak jakby dla zabawy, i szturchać klatkę. Potem położył się obok niej i prawie przysypiał, ale gdy tylko Czarek obracał głowę, zrywał się na równe nogi. Wyglądało to prześmiesznie.
Nazajutrz Czaruś był bardzo grzeczny (dzisiaj :D). Dałam mu sałatę, opłukaną i wysuszoną, bo nie wolno mu jeść mokrego. Schrupał z przyjemnością listek i ułożył się na sianku.
Przez cały dzień często go wyjmowałam z klatki, jak poleciła Jaśmina. Wspinał mi się wtedy na ramiona i wbijał malutkimi pazurkami. Bardzo fajne zwierzątko.
Ja też zrobiłam zdjęcia, i muszę się wam nimi pochwalić:
Troszkę się ruszył...
Włochaty tyłeczek... Z rudą plamką!
Tylko jedna łapka jest biała!
Ale cudo, prawda?
W całej okazałości.
A tutaj w klatce, z marchewką.
Znowu się ruszył chłopak!
Ukryty w sianku...
...i od góry.
Świnka jest cudowna i mam zamiar poprosić o taką samą rodziców - no przecież jest taka czadowa! Ale to dopiero, jak oddam ją Jaśminie. A teraz czekam na komentarze, komentarze i jeszcze raz komentarze! ;>
niedziela, 7 lipca 2013
Lato moją ulubioną porą roku
Siemka,
Przez te ostatnie parę tygodni wiele się w moim życiu zmieniło. Przede wszystkim, zaczęłam inaczej spostrzegać świat, w którym żyję. Następną zmianą, a właściwie moim postanowieniem, jest bycie bardziej wyrozumiałą i dorosłą. W końcu już za dwa miesiące idę do piątej klasy. Chcę więc przedstawić Wam mój plan co do wakacji.
Teraz jestem u babci. Bardzo lubię do niej przyjeżdżać, bo zawsze znajdują się jakieś ciekawe zajęcia. Dzisiaj rano akurat pomagałam babci przy obiedzie, a potem poszłyśmy do kościoła. Gdy wróciłam, wyszłam z psem na spacer, zabierając przy tym piłkę - jego ulubioną zabawkę. Oczywiście mam na myśli piłkę tenisową. Biegał za nią jak szalony, przewracał się, skakał, a potem położył się w cieniu i westchnął ciężko, wciąż nie przestając dyszeć. Teraz jestem po spacerze i gram sobie na kompie, a mam co tutaj robić.
Jutro jadę z babcią do fryzjera, znów podciąć końcówki włosów i zrobić grzywkę. We wtorek przyjeżdża z kolei do nas fryzjerka psa, i strzyże go. Następnie idziemy z nim do biblioteki, pochwalić się znajomej pani, która tam pracuje.
W czwartek jadę do domu, ale nie ma się co smucić, bo zaraz przychodzi do mnie Jaśmina i daje mi pod opiekę śliczną czarną świnkę morską o imieniu Czaruś. Bardzo się cieszę, bo nigdy jeszcze nie miałam żadnego gryzonia ani nic w tym stylu.
Właśnie piszę na Skypie z Jaśminą. Powiedziała mi, że jeszcze nie wie, czy będzie wyjeżdżać. W takim wypadku nici z Czarka. No, ale wszystko ma swoje plusy i minusy. Zastanawiam się, jakie są właśnie w tej sprawie. Może po prostu to nic ważnego, zwyczajny pobyt u mnie jakiegoś zwierzaka? A może to coś więcej, może ten gryzoń zapoczątkuje moją miłość do małych stworzonek, albo rodzice się do nich przekonają, i zrobią w tym kierunku jakiś krok? Sama nie wiem...
Mój mały przyjaciel - Nysiek, właśnie teraz siedzi sobie na babcinym balkonie. Jest o wiele dłuższy, niż u nas w domu, więc może swobodnie się po nim poruszać. Wygląda przez barierkę z zaciekawieniem i węszy w poszukiwaniu jakiś ciekawych zapachów. A kto wie, może wypatrzy tam, na dole, jakiegoś interesującego psa, lub co jeszcze lepsze - kota? Wszedł pod leżak i wsadził głowę jeszcze głębiej przez barierki. Na chwilę przyjął pozycję bojową - schylił się i zaczął mierzyć podwórko srogim wzrokiem. O, Jaśmina do mnie napisała. Przez chwilę zajęłam się komputerem, a już słyszę skamlenie mojego psa. Potem odgłos przemienił się w miarowe miauczenie, a potem jeszcze doszło do tego jakby wycie, co mogło też przypominać płacz.
Zobaczyłam, co się dzieje. Okazało się, że Neo upatrzył sobie bardzo dobrze znany mu obiekt - piłkę do tenisa. Leży na suszarce, bo tak ją ubrudził na spacerze, że trzeba było ją od razu umyć. Teraz biedaczyna jęczy za swoją zabawką i smutnym wzrokiem patrzy na piłkę.
Na dworze świeci słońce, ale nie do końca, bo częściowo ukryło się za chmurą. Wieje lekki wiaterek, idealna pogoda na piknik albo spacer. Widzę z okna bujny gąszcz liści. W ogóle nie widać, żeby zaraz za nimi była ruchliwa ulica. Ptaki ćwierkają na drzewach, a wraz z nimi skrzekliwe sroki. Gdzieś na balkonie obok zawodzi małe dziecko. Wszystko się zgrało w zwiewny dźwięk lata w pełni. W oddali usłyszałam tramwaj sunący po szynach.
Z moich zamyśleń wyrwała mnie babcia. Powiedziała, że mam iść do sklepu po "śmietanę dwunastkę i dwie gałki lodów". Z początku nie zrozumiałam, ale potem sobie przypomniałam, że u babci w sklepie są lody sprzedawane po gałce w plastikowych pojemnikach. Westchnęłam i poszłam do owego sklepu. Na szczęście nie było kolejki, więc szybko kupiłam to, co chciałam, i wróciłam do domu.
Pisząc "chciałam", napisałam przypadkowo "chcihałam", co mi przypomniało o "chiuaua". Bo właśnie taki pies siedział na kolanach jakiejś pani w restauracji, w której byłam z rodzicami i babcią (w SkyTower).
"Czerwone Sombrero" zapowiadało się bardzo przyjemnie, zwłaszcza zachęcało pięknym wystrojem i szeroką gamą potraw w menu. Wybraliśmy potrawę. Właściwie to sami musieliśmy znaleźć sobie kartę dań z innego stolika, ale pominę ten szczegół. No więc czekaliśmy, aż pan kelner łaskawie przyjdzie zapytać się o nasze zamówienie. No więc czekaliśmy 10 minut. Lekko podenerwowani, powiedzieliśmy, na co mamy ochotę, i rozsiedliśmy się na drewnianych krzesłach z miękkimi poduszkami. Ja wsłuchałam się meksykańską muzykę, puszczoną chyba z YouTube, i nie mogłam nacieszyć moich oczu wystrojem restauracji.
Ja natomiast zachowałam zimną krew i starałam się być spokojna. Okazało się, że właściciel restauracji sam przygotowuje dania dla klientów, bo drugi kucharz się rozchorował. A jeszcze była pani i pan, wypełniali funkcję kelnera i kogoś tam jeszcze, nie pamiętam. Ogółem nie ogarniali restauracji.
Już mieliśmy wracać do domu. Już wyszliśmy z lokalu, aby się ubrać i poczekać na tatę, który na chwilę został w środku. Już ubieraliśmy bluzy, a mama wyciągała kluczyk od samochodu. Lecz nagle okazało się, że nasze danie już "jest". Więc weszliśmy i usiedliśmy z powrotem na miejscach. Jednak jedzenie nie było "już", tylko za kolejne 20 minut! Naprawdę okropne. W wypadku, kiedy nie ma kucharza, powinni zamknąć restaurację. Tak przynajmniej ja uważam.
Zjedliśmy w (prawie) milczeniu posiłek. W sumie, wiecie ile czekaliśmy na jedzenie? Ponad 2 godziny!!! Niedopuszczalne! A babcia, która składała zamówienie osobno, nawet kiedy już zjedliśmy danie główne, nadal nie dostała sałatki! Poprosiliśmy pana (a raczej zapytaliśmy, czy będzie przed 20:00), żeby spytał się o nią szefa. Niestety, odpowiedź była zwięzła i nie wskazywała na to, że babcia się doczeka dania: "w dupie".Niezbyt udał się ten obiad. Zapłaciliśmy tylko za herbatę i zupę (ja jadłam kaktusową).
Tak zmieniając temat, ostatnio zaczytałam się we wspaniałej książce : "Como, wróć!". Polecam ją wszystkim, dla których liczy się los zwierząt, a także obchodzi ich szczęście, jakiego mogą doznać.
Na obecną chwilę czytam "Lassie wróć!". Również bardzo ciekawa książka, na pewno każdy ją zna.
A tak aktualnie, to jem pysznego loda (tego co kupiłam w sklepie) i gram w Minecrafta. Podobno jutro wyjdzie nowa wersja, i nie mogę się doczekać.
Mam nadzieję, że mój wpis był wyczerpujący i ciekawy dla was. Proszę, piszcie komentarze! ;>
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)



